Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tallin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tallin. Pokaż wszystkie posty

wtorek

Tallin by night

Zobaczyć Tallin nocą pod koniec czerwca to prawdziwe wyzwanie... Dopiero około 23.00 nastaje zmierzch, zapalają się pierwsze latarnie...
rynek nocą
ulice, zaułki i place dolnego miasta...
ambasada RP
bramy do górnego miasta (Tompei) są tylko dwie...
i podwójne mury oddzielające dwa miasta...
budynek estońskiego parlamentu


i widok na dolne miasto z murów górnego...
(w dali widać przystań portową)
żegnamy Tallin...

Tallin - to i owo

W Tallinie świetnie zachowały się mury, którymi jeszcze w czasach duńskich miasto zostało obwarowane. Niektóre baszty dostępne są dla zwiedzających.

 ***

W Estonii dominującym wyznaniem jest luteranizm. W Tallinie jest tylko jeden kościół rzymsko-katolicki - koło klasztoru oo. dominikanów, pełniący jednocześnie funkcję katedry.











Niedaleko kościoła znajduje się jedna z bardziej urokliwych uliczek tallińskiej starówki -  pasaż św. Katarzyny.



Jest też akcent polski (oprócz polskiej ambasady, która ma siedzibę w pięknej kamiennicy niedaleko rynku) - tablica wmurowana w ścianę muzeum morskiego:






































Na koniec parę kadrów z tego urokliwego miasta...

smaki Tallina

Smakować Tallin można na wiele sposobów. 
Ja przede wszystkim rozsmakowałam się w średniowiecznym klimacie tego miasta,
w zaułkach, kolorowych drzwiach, detalach...



Dzieci natomiast wybrały smak prażonych migdałów, którymi częstowane były przechodząc kolo "średniowiecznego" straganu reklamującego urokliwą restaurację "Olde Hansa". A że przechodziły często... ;-)

Skuszeni smakiem migdałów zajrzeliśmy do środka. Wnętrza stylowe, duży wybór lokalnych piw (mi najbardziej smakowało ciemne z ziołami! :-)), smaczne jedzenie. :-)

Ceny niestety nie sprzyjają obżarstwu, ale jeśli by komuś i to się udało - będzie musiał poczuć jeszcze jeden smak - smak lekarstwa ;-) Ale za to będzie mógł go kupić w jednej z najstarszych czynnych aptek na świecie (w rynku)!

Estonia - Tallin - średniowieczne miasto

Dojazd do Tallina był niełatwy, a to ze względu na "syndrom dróg estońskich" jaki mnie dopadł tam po raz pierwszy (potem stał się już normą ;-)). Droga równa i monotonna wiodła głównie przez lasy,  ruch samochodowy znikomy, a rozwijać większych prędkości nie należało (wysokie mandaty) - więc o drzemkę nie było nietrudno i trzeba było bardzo się pilnować... ale na szczęście jakoś się udało ;-)

Do miasta dotarliśmy chyba w możliwie najkorzystniejszym momencie, czyli  po południu 23 czerwca - w estoński Dzień Zwycięstwa  (Võidupüha). Następnego dnia Estończycy jak zresztą wszyscy Skandynawowie, Litwini i Łotysze obchodzili jedno z najstarszych i najważniejszych swoich świąt - Noc Świętojańską (Jaanipäev). Miasta więc opustoszały... a Tallin był nasz! :-)
























Ponieważ wbrew wszelkim prognozom (zazwyczaj w te dni leje deszcz) – pogoda była wspaniała – po szybkim zakwaterowaniu się – ruszyliśmy na Stare Miasto.

Zaczęliśmy od rynku...

Dalej, błąkając się średniowiecznymi uliczkami hanzeatyckiego Dolnego Miasta...

i duńskiego (jeszcze z XII-XIII wieku, kiedy to Tallin był duńskim miastem)  – górnego – zwanego Tompeą...

 z basztą "Długiego Hermana" - symbolem miasta (nota bene dobudowaną w czasach krzyżackich)
 i cerkwią - pamiątką po czasach carskich...

Na Tallin przeznaczyliśmy trzy dni – akurat tyle, by nie tylko zwiedzić, ale i posmakować atmosferę miasta.