Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lahemaa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lahemaa. Pokaż wszystkie posty

czwartek

Lahemaa - Viru raba

Tego dnia postanowiliśmy rozbić nasz namiot na polu namiotowym położonym niedaleko bagien Viru, które koniecznie chcieliśmy zobaczyć mimo coraz mniej ciekawej pogody.

W parkach narodowych Estonii można rozbijać namiot wyłącznie w miejscach do tego przeznaczonych. Nie przypuszczaliśmy jednak, że te miejsca (darmowe! :-)) są tak dobrze zagospodarowane, przemyślane i położone w ładnych miejscach - nad jakąś wodą.  Zawsze była czysta toaleta, miejsce na ognisko z przygotowanym drewnem, kosz na śmieci (często z segregacją odpadów!), drewniany stół i ławy. A co najważniejsze - cisza i spokój. Mimo pięknej pogody i pełni sezonu - byliśmy sami lub prawie sami.


Po rozbiciu namiotu, wyruszyliśmy czerwonym szlakiem na bagna,
po drodze mijając kolejne jakże urokliwe jeziorka dystroficzne...
Akurat była to pora kwitnienia wełnianki
Udało się również odnaleźć roślinność typową właśnie dla takich siedlisk, a niezwykle rzadko spotykaną u nas w Polsce... brzozę karłowatą (Betula nana L.), rosiczkę długolistną (Drosera anglica) i malinę moroszkę (Rubus chamaemorus L.)  - akurat też w fazie kwitnienia.
Doszliśmy do wieży widokowej i tu spotkał mnie duży zawód. Wieża okazała się w tak kiepskim stanie, że wstęp na nią był surowo zabroniony :-( Ale dziś... kto wie, może już jest wyremontowana? :-)





Lahemaa - z północy na południe

Tak piękne i  malownicze chmury z poprzedniego wieczora - rano okazały się szare i nieciekawe (jak zaczarowane skarby z dawnych bajek ;-) ). 

Ale, że plany mieliśmy bogate - wyruszyliśmy, po zwinięciu majdanu (i doładowaniu baterii - gdyż dopiero rano odkryliśmy niepozorną budkę na naszym polu namiotowym, gdzie była udostępniona mała kuchenka, lodówka i dostęp do prądu ;-)) w dalszą drogę - w kierunku kolejnego cypla - tym razem najdalej wysuniętego na północ w całej Estonii - Purrekari neem.
Cypel ten był jednak dużo mniej malowniczy od tego na półwyspie Kasmu. Po prostu cienki pas kamieni wysunięty daleko w zatokę. 
Dodatkowo unosił się mało sympatyczny zapach wodorostów wyrzuconych na brzeg...

















natomiast skąpa z pozoru roślinność, okazała się dosyć różnorodna i ciekawa :-) 
Chcieliśmy zdobyć najdalej wysunięty na północ cypel Estonii, choć droga po kamieniach nie była łatwa.
Niestety w połowie musieliśmy zrezygnować z tego zamiaru, a to z powodu  rybitw rzecznych, które właśnie tutaj, na tej kamienistej plaży, wysiadywały jajka. Pierwsze ostrzeżenie przyfrunęło z nieba - przelatując niebezpiecznie blisko koło naszych głów... 
Hałas i zamieszanie jakie  chwilę potem nastąpiło - kazało nam się zatrzymać i... pomyśleć ;-) Dopiero po pewnej chwili udało mi się wypatrzeć inne ptaki - wciśnięte miedzy kamienie...wycofaliśmy się więc szybko, by nie niepokoić młodych rodziców i dopiero z daleka, z bezpiecznej już odległości (ogniskowa 400 i do tego ext. x 2 :-)) zrobiłam dwa pamiątkowe ujęcia...
Udaliśmy się na południe, w kierunku bagien, po drodze mijając samotne chałupy, czy niewielkie senne wsie. 
Architektura tutaj w większości jest drewniana i tylko od czasu do czasu można spotkać ceglane pamiątki po czasach słusznie minionych ;-)

Po drodze zajrzeliśmy jeszcze nad dwa niewielkie wodospady (dla Estonii - kraju wybitnie nizinnego są one znaczące, dla nas... może trochę mniej ;-))...
Pierwszy, wodospad Nommeveski
i drugi, Joaveski, przypominający trochę nasze Szumy na Tanwii.



środa

Lahemaa - półwysep Kasmu


Nocleg znaleźliśmy na kolejnym półwyspie parku - Kasmu. Małe prywatne pole namiotowe (100 EEK) na samym końcu miejscowości, tuż przy lesie, za którym wcinał się w zatokę długi pasek lądu - cypel zbudowany z głazów, kamieni i kamyczków...
Nadchodził wieczór, ze wschodu zaczęły nadciągać chmury odbijając bajkowe kolory zachodzącego słońca... 
słońce zaszło... a my wróciliśmy do namiotu.
Było koło 1 w nocy, kiedy skuszona kolorami nieba jeszcze wyjrzałam na plażę, gdzie spotkałam liska - zdziwionego trochę takim nocnym spotkaniem :-). Niestety wkrótce szybko pobiegł dalej i jedyne co mi pozostało to krajobraz, który miał do mnie dużo więcej cierpliwości ;-)


Lahemaa - Altja

Z mapą w ręku wyruszyliśmy do byłej wioski rybackiej Altja. W czasach Związku Radzieckiego zabroniono mieszkańcom wypływać na morze i ludzie musieli szukać pracy w głębi lądu. Wioska opustoszała. Obecnie większość dawnych rybackich chałup pozamieniano na domki letniskowe, ale zostało jeszcze parę przypominających ten smutny kawałek historii.



Za tymi chałupkami rozpoczyna się szlak wiodący najpierw brzegiem morza,
a potem wzdłuż niewielkiej, ale malowniczej leśnej rzeczki Altja oja.
Odcinki do przejścia niewielkie. Warto więc też zajrzeć na tzw "kopraradę" czyli - drogę bobrów, gdzie można zobaczyć wiele śladów bytowania tych miłych gryzoni :-)


Lahemaa Park Narodowy - pałac w Palmse

Około 70 km jazdy na zachód (autostradą w kierunku Narwy) i już byliśmy w Lahemaa Rahvuspark, najstarszym i największym estońskim parku narodowym. W północnej części oferuje urozmaiconą linię brzegową (położony jest nad zat. Fińską), a na południu - tajemnicze bagna.

Swoją podróż rozpoczęliśmy w małej miejscowości Palmse, gdzie mieści się całkiem porządne centrum informacyjne. Obejrzawszy ciekawy film o florze i faunie parku, oraz zaopatrzeni w darmową mapkę z dokładnym opisem tras oraz pól namiotowych, postanowiliśmy przy okazji zajrzeć do pałacu stojącego opodal.


Posiadłość należała kiedyś do niemieckiego barona Aleksandra von der Pahlen, który dorobił się m.in. na rozbudowie kolei żelaznych na tych terenach.

















Pałacyk położony jest nad stawem, otoczony parkiem. 
Pałacyk położony jest nad stawem, otoczony parkiem. 


Jak większość bogatych posiadłości na tych terenach - posiadał własną oranżerię,
browar















  
i parowozownie, w której obecnie mieści się mini muzeum motoryzacji :-)