W parkach narodowych Estonii można rozbijać namiot wyłącznie w miejscach do tego przeznaczonych. Nie przypuszczaliśmy jednak, że te miejsca (darmowe! :-)) są tak dobrze zagospodarowane, przemyślane i położone w ładnych miejscach - nad jakąś wodą. Zawsze była czysta toaleta, miejsce na ognisko z przygotowanym drewnem, kosz na śmieci (często z segregacją odpadów!), drewniany stół i ławy. A co najważniejsze - cisza i spokój. Mimo pięknej pogody i pełni sezonu - byliśmy sami lub prawie sami.
Po rozbiciu namiotu, wyruszyliśmy czerwonym szlakiem na bagna,
po drodze mijając kolejne jakże urokliwe jeziorka dystroficzne...
Akurat była to pora kwitnienia wełnianki
Udało się również odnaleźć roślinność typową właśnie dla takich siedlisk, a niezwykle rzadko spotykaną u nas w Polsce... brzozę karłowatą (Betula nana L.), rosiczkę długolistną (Drosera anglica) i malinę moroszkę (Rubus chamaemorus L.) - akurat też w fazie kwitnienia.
Doszliśmy do wieży widokowej i tu spotkał mnie duży zawód. Wieża okazała się w tak kiepskim stanie, że wstęp na nią był surowo zabroniony :-( Ale dziś... kto wie, może już jest wyremontowana? :-)














































